Adela Głowacka

123456789101112
Metryczka – Adela Głowacka

Wywiad – 20.06.2021

Miejsce urodzenia – Radom

Pani  Adela, po romsku Wichta urodziła się 15.03.1920 w Radomiu. Tu również spędziła swoje dzieciństwo i młodość. Okres drugiej wojny  spędziła wraz z córką i mężem na ukrywaniu się, wędrując z taborem.

Miejsce Schronienia:  w okresie wojny wędrowała z rodziną, a na zimę wynajmowali  dom.

Wychowana została w rodzinie Polskiej Romy. Obecnie mieszka wraz z córką w Radomiu. Wiele historii z okresu II wojny światowej starała  się przekazać swoim dzieciom i  wnukom.

Pani Adeli w wywiadzie towarzyszyła córka, która była głównym narratorem. Pani Adela ma trudności z wypowiadaniem ze względu na wiek. Obecnie ma 101 lat.
Adela Głowacka
Jak ci dzisiaj minął dzień? Dobrze?

Dobrze.

Możemy porozmawiać o dawnych czasach?

Jak będę pamiętała, to ci powiem.

Adela ci pomoże troszeczkę, bo to bardzo ważne, babciu, żebyśmy porozmawiały.

Z jakich jesteś Romów?

Polskich. Polska Roma.

Córka Adeli Głowackiej: Urodziłaś się w rodzinie Romów. Romanek cię wychowywał, bo mama była sierota i wychowywała się u Romanka. Nie pamiętasz jak się nazywała ta Cyganka? Ale pamiętasz twojego przyszywanego ojca, Romanek. W jakich warunkach tu żyłaś?

W dobrych, myśmy razem byli.

Babciu, wyście w domku mieszkali wszyscy czy jeździliście taborami?

Mieszkaliśmy, a jak chcieli wyjechać to się pojechało. Pojeździli, pojeździliśmy, a później z powrotem.

Jeździliście jak było lato? Jak było ciepło?

Jak było ciepło.

A zimą?

To już było się w domu.

A pamiętasz ten czas jak byłaś w tym domku? Ile osób was tam było?

Gdzie ja pamiętam…

Ja ci pomogę, mamo. Z twoich opowieści pamiętam, że byłaś ty, była Brońcia twoja przybrana siostra i miałaś trzech braci.

Janek, Limek, Baro Siero – Edek.

To było twoje przyszywane rodzeństwo.

To duża rodzina była. Fajnie mieliście, wesoło. Dobrze, że w trudnych czasach mieliście rodzinę.

Ale Romanek wszystko trzymał. Myśmy wszystkie z nim. Trzeba było go pytać i szanować.

Urodziłaś się w Radomiu, a pamiętasz może miejsca, po których jeździłaś podczas II wojny światowej?

To dopiero wtedy jak już wyszła za mąż. Wyszła za mąż za Cygana, Daduniu miał na imię. Pamiętasz jak twój mąż miał na imię?

Dady, Dado.

Danusia była, córka twoja i miałaś trójkę dzieci, które ci umarły.

Umarły.

To było jak już byłaś panienką, miałaś 19 lat, wyszłaś za mąż.

I to było przed wybuchem II wojny światowej.

Jeździli już wozami.

Babciu, wyszłaś za mąż, wybuchła wojna i musieliście ukrywać się.

No a jak.

A gdzie się ukrywaliście? Pamiętasz miasta?

Te miasta to nie pamiętam. Radom, Lwów.

Koło Lwowa mieszaliście. W tamtych stronach. A jeszcze jakie pamiętasz?

Jak mama wyszła za mąż to pamięta ten Rozwadów, Czeladź, Śląsk, potem w Lublinie było całe siedzisko Romów.

Przyjechaliśmy, posiedzieliśmy przez zimę, a na lato się wyjeżdżało.

Babciu, to jest ważne żebyśmy wiedzieli młodzi ludzie. Jak była wojna i musieliście ukrywać się w lasach. Uciekać przed Niemcami…

W lasach się chowali, a potem po ciuchu, po kryjomu, jak jakiś dobry był gospodarz na wsi to ich przyjmował. Po miasteczkach przeważnie się chowali.

Jak kobiety, te rodziny sobie tam dawały radę?

Chodziły po wioskach i wróżyły i pieniądze zarobiły, jedzenie.

A dzieci wasze jak sobie radziły?

Chłopy pilnowali.

Zależy jakie dzieci. Jak małe to musieliśmy brać ze sobą, a jak większe to już same.

W lesie zostawały, a ojciec dopilnował.

Musiałaś, ubrać, musiałaś ugotować, dać jeść, zebrać.

Jak ci się to udało, że przetrwałaś wojnę? Ukrywaliście się i  ktoś wam ciągle pomagał, czy jednak to, że wędrowaliście taborami to wam pomagało?

Pókiśmy jeździli po lasach, a jak już Niemcy przychodzili no to trzeba było mieszkania szukać.

Ukrywać się. W mieście się łatwiej ukryć niż w lesie. Na lasy były naloty. Te tabory jak były całe, pogromy były.

A jak zimno było już tak mroźno, no to trzeba było mieszkać, szukać.

I dużo ludzi was było, w tym domu.

No a jak. Nieraz było dużo, a nieraz było mniej.

Opowiedz jak te szczury były pod łóżkami dzieci. Jak gryzły, obgryzały któremuś nogi. W takich warunkach się ukrywali, w takich domach.

Dać im jeść, i one jak już wyszły to nie wracały.

Dzieci musiały coś zjeść, wy musieliście coś jeść.

Musieli iść i poprosić o jedzenie, albo iść zarobić.

Chcesz jeść, to musisz myśleć. Co gotować, jak gotować.

Jak zarobić. Przeważnie wróżyły, ale byli dobre ludzie i dawali Cyganom, bo przecież wiedzieli, że…

A jak Cyganka, no to chodziła po wioskach, po miastach i wróżyli. I dostawały.

Opowiedz o tej sytuacji jak byłaś na Majdanku. Coś pamiętasz?

Jak byłaś w Lublinie, jak cię złapali tam. Ona była w mieście, w Lublinie i tam były jakieś łapanki i ją złapali. Była przez jakiś czas, nie bardzo długo...

Bo ja do sklepu poszłam.

I ją złapali i tam była. No, jak w obozie, ale ona zapamiętała sobie i mówiła, że myślała, że już stamtąd nie wyjdzie. Bo tak ją pobiła ta Niemka. Taki pejczem ją biła i ona leżała nieprzytomna, myślała, że koniec, że będzie po niej.

Coś wyrabiała ode mnie, żeby coś jej powiedziała. A co ja Pani powiem, jak ja nic nie wiem. A ona tak, tak… (jakaś gestykulacja)

Były tam, babciu, inne Cyganki z Toba?

No były, ale w drugim pokoju. Żeby jedna drugiej nie gadała. Nie chcieli nas razem.

To byłyście oddzielnie na tym Majdanku?

No, no.

Dawali wam tam coś jeść?

Dawali nam jeść, nie można powiedzieć, że nie dali. A jeszcze chcieli żeby powróżyły, me Romnia.

Opowiadała mi, że stamtąd wykupił ją jakiś Rom. Tylko kto to był… czy to nie był ten Limek. Jakiegoś kapo podkupił i ona uciekła z tego Majdanka i tak się uratowała. Jakieś pieniądze dali, bo tego Romanka dzieci były takie przedsiębiorcze, jak ten Romanek i właśnie przekupili kogoś i ona uciekła z tego Majdanka.

Ja się bałam, ale wszystko jedno, uciekłam.

Babciu, a pamiętasz ile czasu byłaś na tym Majdanku?

Nie była długo, jakieś ze dwa miesiące niecałe.

Nie byliśmy, bo zabierali gdzie indziej.

Wróćmy do czasów powojennych. Jak, babciu, udało się po wojnie zacząć żyć tak normalnie?

Co robiliście, gdzie jeździliście?

Nieraz mieszkaliśmy w mieszkaniu, jak wynajęliśmy coś, a na lato wyjeżdżaliśmy znowu.

Po tej wojnie miałaś jakieś złe wspomnienia? Bałaś się? Jakieś lęki miałaś?

O jej… no to nieraz mieliśmy, bo  jak nie znałaś ludzi, a wiedziałaś, że on fałszywy, niegrzeczny, to musieliśmy się bać.

Ta wojna cały czas w was była.

Ale z naszych rodzin, w naszej rodzinie to były dobre, bo był spokój.

A proszę mi opowiedzieć okres II wojny światowej. Pani Wiktoria miała dziecko, męża, wybuchła wojna, a czy coś wspominała jak było w okresie powojennym z jej rodziną?

Ona w ogóle miała bardzo ciężkie życie, jak mówiła mama, była sierotą, wychowywała się u Romów w rodzinie Romanka. To był bardzo przedsiębiorczy Rom, bardzo szanowany u Romów. On miał cały folwark w Radomiu. Miał dworek, swoich służących, uprawiali im pola. Wychowała się w dosyć zamożnej rodzinie Romów, takich świadomych Romów i szanowanych. Także mama miała dobre podłoże do wychowania. Potem jak wyszła za mąż za tego Dada, to z nim żyła i też miała ciężkie życie, dlatego, że on bardzo ciężko chorował. Od 20 kilku lat miał chorobę serca, a na tamte warunki nie było leczenia żadnego. Urodziła jej się trójka dzieci, umarły. Potem w 47r. urodziła dziewczynkę, Danusię. Ta dziewczynka miała chyba kilka miesięcy i ten ojciec zmarł. Ona została sama u teściów swoich i tak było, że po jakimś czasie, jak ona przeszła ten okres żałoby, to ci teściowie doszli do wniosku, że nie wolno jej odpuszczać od rodziny daleko.

To wszystko w tym folwarku?

Nie, nie. Ona już żyła w rodzinie męża. Doszli do porozumienia, że trzeba ją ożenić z kimś w rodzinie, niech ona pozostanie w tej rodzinie. I tak doszło do tego, że wyszła za mąż za ojca mojego, Edwarda Głowackiego, który podczas wojny też przeżył traumę, bo stracił swoją całą rodzinę, a miał żonę i trójkę dzieci, w lasach, nie pamiętam, chyba w tych Rykach, co teraz jest ten pomnik… Cały tabor tych Romów został zabity, a on był gdzieś na targu, wyszedł wtedy i on się uratował. I on nie mógł znaleźć Romów w ogóle. Tułał się, szukał, do Polaków poszedł, w tych wsiach i tam przechowywała go taka rodzina, Hela, była taka Polka, Helka na nią mówili. On się u niej zatrzymał przez dłuższy okres czasu. Te lasy Lubelskie to była stolica Romów. Ci co szukali swoich tam się wszyscy zbierali i tam koczowali i swój swojego znajdował. I wtedy ojciec odnalazł rodzinę tam gdzie mama była. Mamy teść to był brat mojego ojca.

To bliska rodzina.

Bardzo bliska rodzina. Postanowili, że mama nie może wyjść z tej rodziny, że musi zostać, ponieważ Danusia była, ich wnuczka, to chcieli żeby ten brat dalej wychowywał. Mama wyszła za mąż za teścia brata rodzonego.

I gdzie się osiedlili? Zostali w tej rodzinie?

Jeszcze byli przez jakiś czas w Lublinie, potem wyjechali do Czeladzi. Potem z Czeladzi przyjechali do Garbatki. W Garbatce się urodziła Kotek – Urszula i Ewa, dwoje dzieci. I tam mieszkali chyba do 56 roku, albo 57, bo potem przyjechali do Ryk, w Rykach się urodził następny syn – Rysio, a ja już byłam gdzieś po drodze. W 54 roku się urodziłam w Lubaniu.

Pamiętasz tabory?

Ja nie pamiętam taborów, bo ja już byłam z osiadłych, moi rodzice  szybko się osiedlili. Nie jeździli po lasach, tak wyrywkowo, ale wynajdowali sobie mieszkanka u gospodarzy. Ich lubili, bo mój tata był bardzo pracowity, umiał wszystko robić, miał manualne zdolności.

Ale przyjeżdżali do was Romowie taborami np. żeby się u was zatrzymać?

Tak, w Garbatce, w tej Olszynce stal Romowie i w Rykach też. Od Zasze było, że tabor, las, ale oni zawsze mieszkali gdzieś u gospodarzy w tych domkach.

Ale spotykali się?

Cały czas było współżycie bliskie z tymi rodzinami, bo to rodziny przyjeżdżały, stali w pobliżu gdzieś.

Pamiętacie, wy jako dzieci, czy rodzice opowiadali, czy babcia wspominała wam coś o wojnie? To jest trudny temat, widzę, że dużo pamiętasz.

Mama wspominała zawsze. Teściowa wspominała i ojciec, o wojnie.

Co najbardziej zapamiętałaś?

Traumę. Zawsze jakieś bardzo przykre rzeczy, że nie chcieli o tym rozmawiać, bo to było straszne dla nich. Ciotka moja, Zofia Wiśniewska, całą wojnę była w obozach. Była w Oświęcimiu, potem w Ravensbruck, w Buchenwaldzie. Jak do niej chodziłam jako dziecko, taka dziewczynka 12-13 lat i się jej pytałam, to ona nie chciała nawet rozmawiać na ten temat. Tylko mówiła, że ciężko było, że te łupiny jedli jak dali. Że tam wyszła za mąż za Cygana. Ja mówię, po co ty sobie wzięłać chłopa, ciociu. Tu wojna, obóz, a ty sobie bierzesz jakiegoś człowieka jeszcze. A ona mówi – jakbym go nie wzięła w obozie, to bym zginęła z głodu. Bo mężczyźni potrafili jakoś szybciej sobie to jedzenie zorganizować. Tata mój cały czas takie przykre rzeczy wypierał. Opowiadał też. Mój ojciec miał brata najmłodszego, Urban miał na imię. Był okres, że mieszkali w Hrubieszowie i ci Romowie gdzieś poszli, bo handlowali czy coś robili, a ten Urban był sam. Był bardzo dobrze zbudowany, bo mój ojciec też był zbudowany, wysoki. I miał przyjaciela Ukraińca i wtedy jak były te rozruchy to ci Ukraińcy na nich, nikogo nie było. Ten jego przyjaciel go zaatakował i bili się. Nie dawał mu rady, to go powalili i rozbili mu tu kamień na klatce piersiowej. Ojciec mówił, ze jak wrócili to on leżał nieżywy i miał ten kamień ciężki na klatce. To były takie ciężkie przeżycia, naprawdę ciężkie. O takich przeżyciach trudno jest mówić. Ojciec nam opowiadał, przekazał nam, że musimy się interesować jedno drugim, że musimy sobie pomagać. To było takie przeżycie okropne.

Babcia albo dziadek wspominali jak musieli się ukrywać przed Niemcami? Czy ktoś im dawał jakieś sygnały jak np. byli w lasach czy gdzieś w domach?

Oni sami musieli się pilnować. Wykopywali sobie takie ziemianki, chowali się. Czasami bali się do ludzi iść, bo ludzie by ich też nie przyjęli, bo się bali.

Tak, ale byli takie, że były dobre i przyjmowali. Chodź do nas, przyjdziecie i będziecie. To w niejednym było.. i tam dawali nam jeść, robiliśmy z niemi.

Jesteś z mamą na co dzień, żyjecie w jednym domu, Czu zauważyłaś, że ta trauma się nasiliła po wojnie? Były jakieś lęki?

Mnie się wydaje, że to życie ją zahartowało bardzo. Ona miała naprawdę ciężkie życie. Ona sobie umiała radzić w każdej sytuacji.

Powiedziałaś, że mama była sierotą. Co się wydarzyło z jej rodzicami?

Ona o ojcu nic nie potrafiła powiedzieć, nigdy. Nie wiem czy to mi można mówić, czy nie. Ona ojca nie pamiętała, nigdy o nim nie mówiła. A jej mama prawdopodobnie była polka. Miała piękne warkocze długie. Jej brat Edek, on mnie kiedyś widział pierwszy raz, ja też miałam takie włosy, to mówi „O! Wichty matka!”, że bardzo jestem podobna do jej matki.

Czyli do swojej babci.

Tak. Ona była młodą dziewczynką. Nigdy nie umiała powiedzieć. Wtedy byli bolszewicy w Polsce? Podejrzewam, że ktoś ją zamordował, bo ona wyszła z domu i już nie wróciła. Coś było w tym czasie takiego, nigdy nie mówili jej (matce) i ona nam nie mówiła. Tylko mówiła, że gdzieś ta matka jest pochowana i ona nie wie gdzie jest ten grób. U tego Romanka była razem z nią, tam było jej takie miejsce i ona tam służyła. Oni ją potem przygarnęli jak ta wyszła z domu i nie wróciła. Podejrzewali, że ją ktoś zabił i ślad po niej zaginął i to jest ta cała historia, zupełnie nieznana.

A jak teraz mama funkcjonuje mając 101 lat? Czy dzieci, wnuki chętnie chciały wysłuchiwać tych opowieści?

Słuchają, zawsze słuchali. Wydaje mi się, że bardziej te starsze wnuki słuchały tak łapczywie. Ojciec więcej opowiadał, bo mama więcej codziennym życiem się zajmowała. Mama jak to kobieta nie miała czasu.

Jak to się stało, że w Radomiu na tej ulicy zamieszkała wasza rodzina? Co się stało, że z Garbatki wyjechaliście?

Rodzice wynajmowali mieszkanie u Bernatkowej, to był taki mały domek, drewniany. Słyszeliśmy, że tu baraki były, te cygańskie domy, mieszkania i tam żeśmy przyjechali i mieszkaliśmy przez kilka lat. Potem mama wypatrzyła tu ten domek na ulicy Twardej, dwupokojowy no i kupili z tą działką. Ojciec zawsze jakieś pole dzierżawił, zawsze uprawiali jakieś warzywa. Zawsze trzymali jakąś świnkę, kury, robili wyroby. Takie gospodarskie życie. Ojciec miał zdolności innego rodzaju, mama też była dosyć zarobkowa. Potem obudowali sobie to mieszkanko i tu mieszkamy przez lata już, bardzo długo.

Teraz ty jako córka jak widzisz tę sytuację. Romowie nie mają do końca wyjaśnionej tej sytuacji jeżeli chodzi o II wojnę światową. Jest coraz mniej osób, które ją przeżyły. To jest wyzwanie historyczne.

Romowie to były i jest chyba jedyny taki naród, który nie żył przyszłością, tylko żył w chwili teraźniejszej. Dzień dzisiejszy był najważniejszy u Romów. Ja się też zastanawiam, dlaczego Romowie nie mówią o swoich przodkach, gdzie są pochowani, gdzie są mogiły zbiorcze. Przecież powinni wiedzieć. Mnie się wydaje, że można to tłumaczyć tym, że Romowie tak byli zawsze źle traktowani, przeganiani i nigdy nie dożyli do tego żeby coś wyjaśnić. Że Niemiec im zrobił krzywdę czy ktoś inny. Tylko przechodzili do porządku dziennego. To się stało i trzeba iść dalej. Tak jak Żydzi dbają o to i chcą wyjaśnić te sprawy, tak Romowie nigdy o to nie dbali. Dopiero później, jak powstały organizacje romskie to ci liderzy chcieli dążyć do tego żeby wyjaśnić gdzie zostali pochowani ci Romowie, gdzie były zagłady w lasach co Niemcy pomordowali całe tabory. Koło Warszawy, Ryki, Bełżec. Kwiatkowski ma wielki udział w tym wszystkim, ze to jest upamiętnione, ten holocaust Romów, ten 2 sierpnia Dzień Pamięci Romów. Opiekuję się cmentarzem żydowskim to zazdroszczę Żydom, ze mają taką pamięć o swoich przodkach co zostali pochowani, pomordowani. My Romowie jakoś żeśmy to zostawili.

Myślę, że nie jest za późno. To nie jest sytuacja stracona. To, że rozmawiamy o tej sytuacji, mimo że babci głowackiej jest trudno…

Trudno, te przeżycia sprawiły, że ona to wyparła. Są osoby starsze, które pamiętają, bo są czynne umysłowo. Tak jak te kobiety z powstania warszawskiego, pani Wanda jak pięknie mówi, jak pięknie pamięta. Moja mama życie miała tak ciężkie, sama na siebie była zawsze zdana, głowa już zapomniała te wszystkie złe rzeczy.
USTRZEC PRZED ZAPOMNIENIEM



Projekt dofinansowany przez Fundację im. Róży Luksemburg