Edward Dunka

123456789101112

Metryczka Edward Dunka

Urodzony – Chojnów  20.09.1947 r.

Rom – ojciec  pochodził z grupy Romów Karpackich zwanych Bergitka Roma,  matka Romka wędrowna z Galicji, obecna Ukraina.

Miejsce zamieszkania – Chojnów, Kacwin, Nowa Huta, Wrocław,  (pobyt czasowy w Niemczech i Wielkiej Brytanii)

Narrator urodził się po wojnie i opowiada historie wojenne opowiadane przez matkę i jej siostrę.

W rozmowie uczestniczyła żona narratora. Wujek bardzo się ożywił się  w czasie opowieści. Gestykulował, podnosił głos, emocje pozytywne. To była jakby jego misja. To bardzo ważna historia rodzinna, żyła nią cała rodzina.

Urodziłem się w 1947 roku w Chojnowie, powiat Złotoryja. To był okres kiedy jeszcze jeździliśmy wozami. Mama z ojcem i mamy rodzina. Wędrowaliśmy z rodziną.

Wujku, jak się nazywała wasza mama?

Górniak Genowefa. Jak uciekła z Rosji, jak Niemcy mordowali tam gdzie mama mieszkała, dużo osób z rodziny mojej mamy zginęło w czasie wojny. To było na Ukrainie. Mama zdążyła moją siostrę wziąć jedną. Była mała, najstarsza moja siostra. I uciekła, a trzy siostry mojej mamy zostały razem z dziadkiem i babcią i zginęły. To były czasy gdzie Ukraina razem z Niemcami mordowali ludzi naszych. Mama uciekając była w lesie. To był Drohobycz Sambor, ona znała te tereny zatrzymała się w tym lesie, to była jakieś  1,5-2 kilometrów od domu. Rano spotkała swoich kuzynów, którzy pouciekali, razem szli w stronę granicy do Polski. Byli razem i szukali później dalszej rodziny. Jak przeszli na stronę polską, bo znali drogę, zamieszkali w tej okolicy gdzie spotkała mego ojca. Mój ojciec mieszkał na Słowacji. Wtedy tez uciekając po wojnie wracał do domu. Z tego tytułu, że ojciec z nimi grał po podwórkach, lokalach, spotkali mojej matki kuzynów. Jeden kuzyn mówi do mojego ojca, że ma siostrę i tak oni się pobrali i ja w tym czasie przyszedłem na świat. Jeździli już wozami i mieszkali na zachodzie na ziemiach odzyskanych. Mając rok ojciec wziął mamę i przyjechali do Kacwina z Kacwina rodzina ojca ogłaszali pracę na kombinacie w nowej hucie były pobudowane baraki i w nich rodzina mojego ojca z nami mieszkali razem. Była taka wieś Lubocza, tam w tych barakach byliśmy osiedleni. Cała rodzina z Kacwina. Wszyscy pracowali na kombinacie. Po jakimś czasie osiedlali na pierwszym osiedlu w Nowej Hucie Mogiła A1. Pierwsze bloki, które powstały, to ojcowie i dziadkowie podostawali. To było w 49r.-50r. to były te lata cośmy wyjechali z Kacwina do Luboczy. Mieszkaliśmy tam przez parę lat, do szkoły tam chodziliśmy, ojcowie pracowali, muzykowali, aż w końcu było straszne zgrupowanie rodzin. Każdy pomału dostawał mieszkania, a na początku mieszkaliśmy po kilkanaście osób. Ojciec mój był z dziadkiem, babką, siostrami, braćmi w jednym mieszkaniu na osiedlu A1. Pomału ich rozsiedlali w nowej hucie. Aż do 62 r. mieszkaliśmy, potem ojciec zrobił zamianę do Wrocławia i do 70 roku tam mieszkaliśmy. W 92/3 roku ponownie żeśmy, tu przyjechali (do Nowej Huty). Pracowałem, grałem trochę, bo nie było w tych latach tak pracy, ciężko było. Grałem po lokalach przez kilka lat aż do tej pory. Mama zmarła we Wrocławiu, ojciec tutaj z nami przyjechał, ponownie się tutaj ożenił. W 98 roku zmarł. Zostaliśmy sami z siostrami, każdy się porozjeżdżał po całej Polsce, ja zostałem do chwili obecnej w Krakowie, tu w Nowej Hucie.

Wujku, jakbyś mógł wrócić do tego czasu zaraz po wojnie. Do losów rodziny Twojej mamy.

Moja mama przed wojną mieli dom, kawałek ziemi. Pracowała moja mama na polu. Jak powstałą wojna oni się wszyscy kryli, bo przed dłuższy czas matka to ciężko wszystko przechodziła. Było ciężko bardzo. Brakowało wszystkiego. Nie miała wykształcenia. Uciekając po wojnie jak przyszłą do polski spotkała ojca, a ojciec grał z muzykowania. Było trochę mamie lżej, ale to był taki okres, ze pracy nie było. Jeździli, mieli wóz, z miejsca na miejsce, gdzie była rodzina mamy, to trzymali się razem swojego grona. Wojna była ciężka. Z mojej mamy rodziny prawie wszyscy zginęli. Jej ojciec, trzy siostry, babka. Brat mojej matki musiał kopać grób dla siebie, swojej matki i ojca, a ludzie z sąsiednich domów to wszystko widzieli. Mówili, żeby moja matka do lasu uciekła, bo bali się ją zatrzymać (ukryć). To było na Ukrainie.

A inni członkowie rodziny?

Siostry mojej matki, ojciec mojej matki wszyscy zginęli niedaleko swojego domu. ( Jeszcze raz opowiada historię ucieczki matki i jej spotkanie z ojcem) Ojciec nie był przyzwyczajony do jeżdżenia wozami, a dla nich to było normalne (dla rodziny matki). Z powrotem wziął matkę i  pojechał do swojej rodziny,  jego rodzina była w Kacwinie. Moja matka miała 5 sióstr, 3 zginęły, jedna najstarsza wcześniej się ożeniła i pojechała taborami z Cyganami w świat. Matka nie wiedziała gdzie, a ta czwartą siostrę wzięli do obozu, miała numer. Moja matka dopiero po wojnie będąc w Polsce odnalazła ją po paru latach. Odnalazły się tam na zachodzie. Matka wyjechała dlatego do Wrocławia i tam mieszkali przez wie lat z tą siostrą.

W jakim obozie była ta siostra?

Treblinka. Miała numer, pokazywała matce. Ona była chyba w dwóch, ją przemieszczali.

Jak się nazywała ta ciotka?           

Żona: Siwak Wanda.

Ona zostawiła też swoją córkę na Ukrainie. Ona żyła (ciotka) i mnie prosiła żebym za wszelką cenę odnalazł jej rodzinę. Dowiedziałem się o tym, że ona gdzieś tam jest na Ukrainie, ale nie miałem kontaktu, bo kiedyś nie można było tak pojechać, ciężko było się dowiedzieć, ale jak już otworzyli granice, to ja pojechałem na Ukrainie i powiedziałem mojemu szwagrowi, bo oni tam handlowali „Słuchaj, jakbyś spotkał taką rodzinę…” Oni kiedyś się nazywali nie Górniak, tylko Horniak, po ukraińsku. Mój szwagier, jej brat, spotkał takiego jednego Roma i on się pyta czy zna takiego kogoś, a on mówi to jest mój szwagier, to jest rodzina wasza. Dał mi znać, przyjeżdżaj natychmiast, bo tu jest twojej ciotki wnuk. To był syn mojej ciotki córki. Jak tam przyjechałem, myśmy się tam spotkali on szybko przyleciał. Androsz wiedział gdzie oni są tylko nie miał kontaktu z nimi, tylko mi powiedział gdzie oni przebywają. Wysłałem im tam paczkę przez jedną Cygankę, która przyjechała do nich. Jeszcze żyła ta ciotka. Pytam się tego Pieci (wnuka ciotki) „Ty jesteś synem Hanki? Nie mogłem sam tam do was jechać, ale wysłałem paczkę, czy Twoja matka dostała?” on mówi, że nie.

Żona: To było najważniejsze, mój brat nawet nie wiedział jak się jego ciotka nazywa. Wiedział, że Wanda, ale na nią wołali Tango. I jego córkę, Pieci matkę, też nazywali Tango to Ukrainie, Tangica. I tak mój brat się dowiedział bo wiedział, że ciotka mojego męża jest na Ukrainie, niedaleko Lwowa, dokładnie Truskawiec, tzw. Drohobycz, tam właśnie cała jego rodzina po matce była, ale pomarli.

Stryj, Sambor, Drohobycz, Truskawiec, Wola Kobylańska, w tamtych okolicach mieszkali, tam był las gdzie mieszkali. Tam właśnie matka się schowała (matka) z córką Hanią.

Tam gdzie pomordowali Romów jest jakieś oznaczenie, grób?

Żona: Nic nie ma.

Ten las został. Tam zrobili restauracje, ale jest ta miejscowość.

Wiecie czy mama Pieci opowiadała im, że ma rodzinę w Polsce?

Tak, moja ciotka powiedziała daj mi słowo, że ich odnajdziesz. Ja mówię, będę szukał ile będę mógł. Będę się starał, aż do skutku i tak się stało. Akurat spotkałem syna tego Pieci dopiero 5-6 lat temu jak ciotka już nie żyła. Obok mojej mamy leży, we Wrocławiu.

W Twojej rodzinie wujku, twoja mama i siostra razem mieszkały i cały czas mówiły o tej rodzinie?

Tak, cały czas. Mojej matki rodzina jeszcze jest tam na Ukrainie i tu w Polsce. Bracia mojej mamy są w Legnicy.

Ty też wujku mówiłeś o tym rodzinie żeby poszło to dalej?

Oczywiście, że tak. Dlatego znam tak dużo ludzi, bo po mojej matce jest bardzo duża rodzina.

Wujku, z jakich Romów była Twoja mama?

Z wędrownych, oni kiedyś jeździli taborami.

Żona: Tak samo jak ja. My nie mamy szkoły, bo nie było kiedy chodzić do szkoły. Kiedyś człowiek mieszkał tylko przez zimę w domach, trzy miesiące.

Potem każdy się rozjeżdżał. Zostawiali po sobie znaki, gdzie, co jak na drogach. Były takie miejscowości gdzie co jakiś czas zjeżdżali się Romowie i szukali swojej rodziny, miejscowość w Polsce na zachodzie Brochów, to była taka przystań.

Żona: We Wrocławiu tak samo Austriaki (Romowie austriaccy) się tam spotykali.

I nie tylko Austriaki, Cyganie z różnych szczepów.  Ktoś przyjeżdżał i się rozpytywali o rodziny. Razem mieszkali w tej miejscowości, obozowali i szukali swojej rodziny. Tak się dużo rodzin odnalazło.

Mama, ciocia opowiadały jak im się żyło po wojnie? O czym najczęściej mówili?

Były takie sytuacje, że przebierali się Ukraińcy co współpracowali z Niemcami za Rosjan, a Rosjanie nie mordowali Romów, tylko ci Ukraińcy. Cukierki dawali, przygarniali i pytali się czy byli tu (Romowie). I przez to zostało pomordowanych wielu ludzi. Rosjanie chronili Romów.

Żona: jego ciotka (męża) miała córkę, Pieci mamę, to było we wojnie. Ukraińcy przyszli, czy Niemcy, nie pamiętam. Ciotka mówiła, że miała tę córeczkę, mała była i złapała ją i tam gdzie stajnia, w żłobie ją schowała, położyła i sianem nakryła. Uciekła z tej stodoły, żeby tego dziecka nie zastrzelili i jej.

Ciotkę zabrali a to dziecko się uratowało. Ciotka nie wiedziała czy to dziecko żyje czy nie. Kiedy umierała jej przyrzekłem, że będę starał się odnaleźć ją.

Kto ją wychowywał? Nie wiecie?

Żona: Kto to wie… ludzie ją tam znaleźli w tej stodole i niewiadomo czy to byli Romowie czy Polacy. Jak dorosła to każdy wiedział, że to była Cyganka. Dlatego ta Hania z Ukrainy została na Ukrainie, nie wiedziała o rodzinie w ogóle nic.

Jak była dziewczynką gdzieś przytrzymali ją u ludzi, tam co pracowała i tak się wychowała. Ojciec Pieci ożenił się z tą Hanią z Ukrainy i powstały dzieci. Do tej pory mamy kontakt. On się starał żeby tutaj być, ale przeszli straszną gehennę. (jeszcze raz wspomina kopanie grobu i ucieczkę matki)

Co ciekawe, ta ciotka najpierw odnalazła pierwszą najstarszą ciotkę (swoją siostrę), która wyjechała z Austriakami z taborem i powiadomiła, że ona żyje. Ona tu żyła w Katowicach na Śląsku. Ciotka nie miała dzieci tylko wzięła dziewczynkę romską na wychowanie. Myśmy tam przyjechali do niej, oni stali wozami, miałem chyba z 11-12 lat jak odnaleźliśmy ją.

Romowie opowiadają o tych swoich losach z wojny w rodzinie?

Tak, opowiada się. Pytali się gdzie są, jak to było, gdzie twoja reszta rodziny, jak to się stało, że matka moja uciekła.

Myślisz wujku, że Twoja mama albo ciocia bały się czegoś po wojnie?

Tak, strasznie przeżywali tę tragedię, że wszyscy zginęli. Najwięcej matka moja.

Romowie się bardzo w trakcie wojny rozproszyli, a potem starali się odnaleźć?

Właśnie w ten sposób moja matka ta co Pieci babcię odnalazła, a ta z kolei przekazała mojej mamie, że żyje najstarsza siostra, Nastka, na Śląsku, na takich hałdach. Pamiętam, byłem tam z matką jakiś czas, chyba 3 miesiące i moja matka przyjechała zabrała mnie z powrotem do domu. Dłuższy czas było tak, że szukali się do końca. Później rodzina mojej matki, wujkowie, dowiadywał się o nas, przyjeżdżali z Rosji na zachód. Pamiętam jak przyjechali, chyba z 4 osoby, 2 kobiety i 2 mężczyzn z rodziny moje matki. Opowiadali o rodzinie, że ci nie żyją i szukali tych co uciekali do Polski. Dowiadywali się gdzie oni są. Z kolei tamci dawali im znać, że przyjechała mojej matki rodzina. Ze Stryja, Drohobyczy, przyjeżdżali tutaj do Wrocławia w nocy. Płakali, co się tam działo po tylu latach. Ja już byłem dorosły.

Różnili się od tych naszych Romów?

Oczywiście.

Jak oni tu przyjeżdżali?

Było tak, że oni stamtąd mogli przyjechać tutaj. Mój wujek, ten co poznał moją matkę z ojcem. On miał trzech braci, jeden znalazł się na Sybirze i jak uciekł szedł ponad rok czasu do domu. Doszedł do swoich, stamtąd dostał się aż do Polski. Jak przyjechał, to było w Kłodzku, myśmy przyjechali z matką. Ta rodzina nazywała się Pasternaki, była strasznie duża. Taki ród. To byli handlarze końmi, znani z tego, że dawali sobie radę, to byli koniarze. Tak potrafili podrobić konia… to byli specjaliści, znawcy, Cyganie od bata, ciupnitka Roma. Moja matka się wywodzi właśnie z tej rodziny. Babka moja po matce była siostrą tego, który dowodził, decydował o wszystkich sprawach.

Twoja ciocia, wujku, która była w obozie spotykała tam Romów? Ona była jako Romka w obozie?

Na pewno jako Romka. Ona nie była taka biała jak my, taka smagła była. W tej książce co była pierwsza wydana (książka Ficowskiego), ona tam jest z takimi warkoczami.

Wanda? Taka piękna kobieta z warkoczami?

Tak jest. Ona się nazywała Siwak, ale po mężu.

USTRZEC PRZED ZAPOMNIENIEM



Projekt dofinansowany przez Fundację im. Róży Luksemburg