Ferdynand Mirga

123456789101112

Metryczka Ferdynand Mirga

Urodzony w Sromowcach Niżnych 23.04.1940 r.

Rom z grupy Romów Karpackich zwanych Bergitka Roma

Miejsce zamieszkania – Sromowce Niżne, Kacwin, Nowa Huta (pobyt czasowy w Niemczech i Wielkiej Brytanii)

Rom pracował przy budowie Nowej Huty, człowiek pracy. Pracował na eksporcie w NRD, ma historie migracyjną Niemcy, Wielkie Brytania.

W wywiadzie narrator i jego żona mówią o wcielaniu  Romów do  wojska słowackiego podczas II wojny światowej.

  1. Było bardzo ciężko, to należy rozumieć, też jako ogromną  biedę, głód.
  2. Do rozmowy dołączyła żona wujka.
  3. W 18. minucie żona narratora mówi o gwałtach na kobietach romskich, wujek tak na nią popatrzył, że szkoda słów.

 

Jak wyglądało wasze życie? Co pamiętacie z wojny?

Ciężko było. W ogóle ciężko było nam żyć. My się ukrywali, ojca bili Niemcy, katowali. Matkę też i prowadzili nas do obozu, a ruscy później nas uratowali. Ludzie też tam ze  gdzie mieszaliśmy w Sromowcach ojca, matkę znali. Strasznie ciężkie było życie. Matka dużo przeżywała. Później po wojnie ojciec d razu zmarł.

Ale wywieźli was do Nowego Targu, do lasu. Małgośkę i Ciebie przecież.

Ze Sromowca gdzieś przed Nowym Targiem Niemcy nas zawieźli. Ojca matka schowała jak na wsi były takie jak piwnicy tylko zakryte drzwi takie. Jakby go znaleźli zastrzeliliby go od razu. Mężczyźni kryli się w lasach. A nas, matkę i dzieci do obozu wzięli.

Ten obóz był gdzieś koło Nowego Targu?

Tak, tam gdzieś.

To był taki obóz pracy?

Tak, matka pracowała ciężko tam.

Dużo tam było Romów?

Dużo było Romów, bardzo dużo. Jakoś nas ruscy uratowali. Jakby nie ruscy to by my nie żyli już. Wykończyliby nas.

To wy w jakichś zmiankach tam mieszkaliście?

Były baraki takie. Tam my przebywaliśmy, spaliśmy jeden obok drugiego.

A z tych Sromowców więcej Romów zabrali czy tylko trafiło na was?

Więcej zabrali. Zabrali Gaborów – ojca, mamę, dzieci. Dużo ich tam było. Później pamiętam, że przywieli jeszcze jakichś Romów, nie znałem ich, bo byłem małym dzieckiem, ale matka jakby żyła to ona by wiedziała, znała ich. Jak nas uratowali to powrotem mieszkaliśmy w Sromowcach. Później wojna się skończyła to ojciec zmarł, a po jego śmierci to matka nas wzięła tu jak Niedzica jest 2 kilometry do Kacwina i tam mieszkaliśmy. Matka się starała jak mogła. W 49. roku albo 50. przyjechali tu do Huty, no to zaczęli wszyscy pracować. Jakoś nam lżej było. Też było ciężkie życie, bo co to matka zarabiała wtenczas. Mało co zarabiała.

Żona: Ona zamiatała.

Wy jesteście wujku z Romów osiadłych?

Tak.

A co tam robili wasi rodzicie w Sromowacach? Handlowali?

Na Czechy jeździli, już nie pamiętam. Przyjeżdżali do nas ze Słowacji, z Czech. Matka nieraz jeździła tam, jak już ojciec zmarł.

A ludzie wam pomagali?

Zawsze coś nam dali, ten chleb, mleko, kartofle przynieśli. Jakoś my tak żyli. Potem po wszystkich m przyjechali do Nowej Huty. Każdy pracował, matka też pracowała no i siostra była coraz mądrzejsza, tak jak ja. Ja też chodziłem do szkoły, ale się nie wykształciłem dlatego, że myśmy byli biedni, nie było jak. Jedynie siostra chodziła, matka dbała żeby skończyła średnią szkołę.

Wasza mama, babcia wspominały wojnę? Opowiadały wam różne rzeczy?

Różne rzeczy opowiadały mniej więcej. To co pamiętam, że było mi ciężko, bili Niemcy katowali mamę, innych. Dzieci też. Na pewno nas bili. Było bardzo ciężko. Tak matka moja opowiadała.

Żona: Jeszcze dobrze, że Małgosia (siostra Ferdynanda) się wykształciła, wtedy było trudno żeby od Romów jakaś była na posadzie.

W Nowej Hucie Romowie wspominali o wojnie?

Ci starsi sobie opowiadali. JA za dużo nie pamiętam, bo przy dzieciach nie chcieli za bardzo opowiadać. Opowiadali jeden drugiemu jak się ukrywali w lasach o takich rzeczach.

Byli tu Romowie co byli w obozach?

W Oświęcimiu byli, byli. Ten od Irki dziadek był, matka była, on. Mieli na rękach jeszcze te numery. Pokazywali nam, opowiadali jak tam było w obozie (ciężkie wzdychanie).

A wyście opowiadali swoim dzieciom czy już nie?

Mniej więcej tak. Musieliśmy ich straszyć, ale już wiedzą jak jest.

Tak jest, że Romowie nie rozmawiają o złych rzeczach, o tym co przechodzili rzadko kto mówi.

Żona: Ukrywają, nie chcą innych straszyć.

Tak, tak. Tak było niestety.

Żona: Mój tata to był Ułanem w wojsku. Mówił ,że pierwszy raz jak był, bo on był partyzantem w pierwszej wojnie. Przeszedł tu przez lasy na Słowację. Mój tata był z Niedzicy. Mówił, że jak jechały te wozy, a nie miał co jeść to napadał na ludzi i prosił żeby dali mu jedzenie, bo był partyzantem. Mówili, że potem się dostał na Niemcy z Ruskami z Polski. Ten (kto?) przecież jak strzelali te rakiety to zmarł w lesie, powiedział tata, że serce go chwyciło jak widział te rakiety to wszystko.  A on był Ułanem na koniu, mój tata. Jak miałam cztery lata po wojnie był na Kaukazie i tam walczył, to mi stale opowiadał, że na warcie raz stał jak przyszła na niego kolej, jak jego ojciec miał umrzeć, chory był , to pokazały mu się baranki i on już wiedział, że w domu jest coś źle. I jeszcze raz przez te lasy uciekł stamtąd i przyszedł jak ojciec już konał. Ojciec jeszcze tak popatrzył się na niego, kiwnął głową i zmarł.

Jak wasz ojciec się nazywał?

Antoni Kacica. On dużo przeszedł. Na Ułana to już trzeba było takiego wiesz, wysportowany był mężczyzna. Ale i muzykiem był. Na Podhalu nie było na niego (mocnego). Ten Miklosz i on.

To byli też Romowie w wojsku? Na wojnie?

Żona: A jak. Do taborów ich brali, na roboty. Ojciec mi opowiadał, ten (niezrozumiałe) był przecież w taborze. A Miklosz nie był w kopalni, co go wzięli Niemcy do roboty?

Ferdynand Mirga: Edka Dunki ojciec też był, Morświn od Gilów.

Żona: Mój wujek jak był w wojsku obciął sobie te palce trzy siekierą, bo chciał uciec stamtąd. I tak zrobił- podpalił to wszystko i udało mu się. Puścili go.

To było polskie wojsko czy słowackie?

Żona: Słowackie. Później myśleli, że on jest głupi, wariat, bo podpalił tę słomę, siano, te budy tam. Nie mógł wytrzymać. Ciągnął do domu, bo tam miał dzieci, żonę.

A jeszcze byli jacyś inni Romowie na tych robotach? Słyszeliście? Opowiadali coś?

Opowiadali. Od Gilów co mieszkali tu na Ogrodowej, ale oni już pomarli, ojciec, matka. Dużo osób.

Słyszałam. On chyba też kowalem był?

Tak, on też był na wojnie i był w łagrze romskim.

Żona: Ostatnio był ten Siedniak to powiedział, że on przecież umarł na serce jak widział co się dzieje tam w lesie. Te rakiety, wszystko. Mój ojciec przeszedł dużo, on lubił opowiadać wszystko, on nie ukrywał przed dziećmi. Zawołał nas, kazał nam usiąść. Najpierw musieliśmy się razem modlić, nas było siedmioro. A jak jeden coś zrobił to wszyscy dostawali, czy byłaś winna czy nie. (śmiech) To my jak byliśmy źli na siebie tośmy się szczypali, bo nie chcieliśmy żeby ojciec widział, bo bił nas.

Myślicie, że teraz to młodych w ogóle interesuje? (wojna)

Ferdynand: Nie

Żona: Nie, oni nie wierzę, że oni (Romowie) tak przeszli, ale rzeczywiście Romowie przeszli dużo

Ferdynand: Strach… Napadali na Romów.

Żona: Mama mówiła, że napadali Rusy jak weszli na Romów, też przecież gwałcili Cyganki. A jak, gwałcili Ruscy. A babcia jak nabroiła to uciekła do lasu i schowała głowę i za przeproszeniem dupę wystawiła i mówi „strelaj mi do dupy”, a tu samoloty jeżdżą … Mówię ci, wszystko rzucali, a babcia się schowała tam.

Ze strachu

Żona: Ze strachu…

Ferdynand: A mojej matki matka, to samo. W Kacwinie. Strzelali za nią, ale ludzie ją schowali i nie znaleźli jej.

Żona: Ja wiem, bo mi mama też opowiadała, miała 14 lat jak wyszła za mąż. Była z Czarnej Góry. Mówiła jak Niemcy napadli na nią.

Ferdynand: Mordowali.

Zabijali tak przy domu czy do roboty brali? Różnie?

Żona: Różnie, brali i wystrzelali nieraz na oczach ojca czy matkę, czy jakichś dorosłych. Jak takie dzieci były małe to nie, a tak to brali, wystrzelali, bili. Darli się, ale to nic nie pomagało. Mama krzyczała w niebogłosy, a jej siostrę wzięli zabili. Mówiła mi, że strasznie się bała, ale ona była w ciąży z pierwszym dzieckiem no i ją zostawili. Nie zrobili nic. Ale gdyby nie była (w ciąży) to też by ją zabili.

A jak po wojnie Romowie wracali do domów swoich to było tak, że szukali swojej rodziny?

Ferdynand: Tak, szukali. Nieraz znaleźli, nieraz niektórych nie.

Żona: Wywieźli gdzieś daleko. Szukali swoich z rodziny.

A teraz w Sromowcach jeszcze ktoś mieszka (z Romów)?

Ferdynad: Nie, teraz nikt nie mieszka. Teraz tam jest remiza strażacka.

Żona: Bo w Niedzicy jeszcze te domy stoją.

Ale mieszka ktoś tam jeszcze?

Żona: Teraz brat to weźmie to będzie się budował. Tam mieszkają Czurejowie, Miklosz. Siostra moja zmarła, to syn jest jej z Polką też żyje tam. Jeszcze ten marynarz…

Wujku, a wasz ojciec po wojnie się pochorował?

Tak, na tyfus się pochorował, po wojnie od razu i zmarł. Też go Niemcy bili.

To nie wiecie gdzie leży? (gdzie jest pochowany)

Nie, pochowali go w Nowym Targu, ale w jakim miejscu to ja nie wiem.

Żona: Przy krzyżu palimy tylko świeczki (wzruszenie).

Zastanawiam się czy ta woja miała wpływ na wasze życie później? Jak przyjechałeś wujku (do Nowej Huty)?

Lepsze życie żeśmy mieli, pracowało się Hucie na kombinacie, ja jak dorosłem, siostra.

Kiedykolwiek po wojnie interesowało się wami państwo, tym co się działo podczas wojny. Ktoś zadbał o tych Romów co byli w obozach, na robotach?

Ferdynand: Nie, nie było takiego czegoś.

Nie był tak jak u Polaków?

Żona: Nie było pomocy żadnej. Oni chcieli żeby Romów wszystkich wypalili Niemcy, w tym obozie. Żeby ich wszystkich zabrali Romów i spalili. Oni chcieli tak z Polakami, Żydami i Romami. Nasze plemię chcieli wyniszczyć żeby nie było Romów, ale tak się nie stało.

Na szczęście.

USTRZEC PRZED ZAPOMNIENIEM



Projekt dofinansowany przez Fundację im. Róży Luksemburg